Reforma finansowania samorządów, która weszła w życie w 2025 roku, zmieniła zasady gry. Zamiast udziału w podatkach PIT i CIT, które faktycznie wpłynęły do kasy państwa, dochody miast oparto na „bazie podatkowej” mieszkańców. Teoretycznie każdy samorząd miał na tym zyskać. Jednak diabeł tkwi w szczegółach: miasta na prawach powiatu, takie jak Siemianowice, otrzymały sztywne wskaźniki (8,6% z PIT i 2,2% z CIT mieszkańców). Problem polega na tym, że w miastach borykających się z depopulacją lub słabszym potencjałem gospodarczym, ten wzrost jest znacznie niższy niż w metropoliach, co czyni nas „relatywnymi przegranymi” tej reformy.
Dlaczego potrzebujemy „kroplówki”? Mimo że ogólny budżet samorządów w kraju wzrósł, dystrybucja środków jest nierównomierna. System tzw. potrzeb finansowych (wyrównawczych, oświatowych, rozwojowych) nie zawsze nadąża za realnymi kosztami życia w miastach takich jak nasze, gdzie potrzeby remontowe i infrastrukturalne są ogromne. Wiceminister finansów Hanna Majszczyk przyznała, że pełna ocena reformy będzie możliwa dopiero po 2026 roku, co dla nas oznacza kolejne miesiące finansowej niepewności.
Kompendium – Co ma się zmienić?
-
Zaktualizować dane: Przejście z wyliczeń opartych na latach 2021-2022 na dane z 2024 roku, co ma lepiej oddawać obecną sytuację finansową mieszkańców.
-
Wzmocnić subwencję ogólną: Zwiększenie środków na tzw. potrzeby wyrównawcze dla miast, których wskaźnik zamożności nie przekracza 80% średniej dla miast na prawach powiatu.
-
Zapewnić wzrost dochodów powyżej inflacji: Postulat, by żaden samorząd w 2026 r. nie otrzymał mniej środków niż rok wcześniej.
Wnioski Siemianowice nie mogą stać z boku. Bez systemowej „kroplówki” i lepszej alokacji środków, realizacja planów (jak choćby remont biblioteki czy dróg) może wymagać zaciągania kolejnych kredytów. Reforma musi służyć wszystkim, a nie tylko najbogatszym gminom.
🗣️ Głos od Admina: Słuchajcie, to jest ta „wyższa polityka”, która uderza nas bezpośrednio po kieszeni. Jeśli system naliczania dochodów nie uwzględni, że nasze miasto ma inne wyzwania niż Warszawa czy Wrocław, to będziemy musieli wybierać: łatamy dziury na Kapicy czy otwieramy wybieg dla psów? Dobrze, że pojawiają się propozycje „naprawcze”, bo samorządy z naszego regionu (jak Bytom czy my) głośno krzyczą, że ta „dobra zmiana” ma dla nas gorzki posmak. Będziemy pilnować, czy te obiecane korekty na 2026 rok faktycznie dotrą do naszej kasy miejskiej!